Łojenie w górach jest dosyć energochłonne. Często w góry bierzemy mnóstwo jedzenia, aby być w miarę sytym i nie głodnym. W teori brzmi nieźle, w praktyce ile można jeść makaron z sosem, wcinać te same słodycze i czekać z utęsknieniem na otwarcie ostatniej puszki tuńczyka (docelowo do zjedzenia po zdobyciu szczytu)? Przedstawiamy ciekawy sposób na przygotowanie dużej ilości suszonego mięsa, które jest pożywne i lekkie. W sam raz w góry!
Sposobów na suszenie mięsa jest wiele. Opiszę ten najbardziej sprawdzony, a zarazem najprostszy.
Kupujemy czerwoną wołowinę. Najlepiej nadaje się ligawa, polędwica lub antrykot. Może to być również inna część wołu, byleby czerwona i pozbawiona przerostów tłuszczu. Można też suszyć wieprzowinę, jednak uważam, że jest zbyt delikatna. Schab, który najlepiej się na suszenie nadaje, mimo że smaczny, za szybko się zżuwa.
Dobrze umyte i oczyszczone z błonek mięso kroimy na plastry. Grubość zależy od upodobań ale najlepiej kiedy mają ok. 1cm. Tak przygotowane mięso możemy namoczyć na kilka dni w solance przygotowanej z przegotowanej wody, soli do peklowania mięsa, kolendry oraz jałowca (lub innych przypraw jakie lubimy). Ilość zależy od ciężaru mięsa - powinno być całe zanurzone. Wstawiamy je do lodówki. Pamiętajmy, że długie moczenie mięsa wyjaławia je (!) i wydłuża proces suszenia.
Po kliku dniach mięso gotowe jest do suszenia. Odcedzamy je więc i wyjmujemy na kratkę czy siatkę aby ociekło.
Po kilkunastu minutach zamaczamy w rozpuszczonym rosołku wołowym z przyprawami. Znów możemy użyć ulubionych przypraw jakie nadadzą mięsu ostateczny smak. Ja stosuję różne mieszkanki pamiętając jedynie o tym, żeby nie przesadzić z ostrością i solą. Zbyt słone mięso jest niesmaczne i okropnie wzmaga pragnienie. Sól wcale nie jest potrzebna do konserwacji suszonego mięsa.
Bulion powinien być gęsty. Nie chodzi bowiem o wodę, która i tak musi odparować lecz o zawarte w nim przyprawy.
Kawałki mięsa wyjmujemy z rosołku i wkładamy do rozgrzanego do ok. 50-80st.C piekarnika. Taka temperatura gwarantuje dość szybkie odparowywanie wody, zabija większość niepożądanych żyjątek (wirusy, bakterie itd.), Gwarantuje też, że mięso wyschnie a nie upiecze się. Plastry możemy ułożyć na kratce lub ponadziewać na patyczki do szaszłyków. Przez jakiś czas z mięsa będzie kapać sok więc na dno piekarnika warto położyć blachę.
Suszenie trwa ok. 3-5h ale ponieważ jest to zależne od wielu czynników - sami musimy sprawdzać stan wysuszenia. Robimy to przełamując porcję mięsa - odpowiednio ususzone przełamuje się nieco elastycznie. Nie może pęknąć jak zapałka - nie może też ciągnąć się jak guma. W środku powinno być lekko różowe, a na zewnątrz brązowe. Zbyt wysuszone nie będzie smaczne, a zbyt mokre zacznie się psuć.


Jeśli będziemy nasz pemmikan przygotowywać w letnie upały - można dosuszyć mięso na słońcu. Wystarczy zabezpieczyć gęstą siatką czy gazą przed owadami i wystawić na ostre słońce - po kilkunastu godzinach będzie idealne.
Wysuszone mięso wkładamy do dowolnego pojemnika, który nie przepuszcza łatwo wilgoci i możemy w ten sposób przechowywać wiele miesięcy. Z wygody i dla pewności trzymam swoje w lodówce.
Potem na wycieczkę zabieramy kilka, kilkanaście kawałków, co wystarcza dla 2 osób i pożuwamy sobie co kilkadziesiąt minut.
Pamiętajmy tylko by nie przesadzać - suszone mięso w żołądku puchnie powiększając swą objętość kilkukrotnie i gdy zjemy na raz zbyt dużo - zwyczajnie sobie zaszkodzimy. Kawałek to jak jeden stek - po zjedzeniu kilku przeciętny człowiek jest najedzony do syta.
Źródło: http://www.goryizerskie.pl/?file=art&art_id=156

